Euro 2020 przełożone na rok 2021, formuła pozostaje bez zmian – takie komunikaty płynęły z ust włodarzy federacji jakiś czas temu. Jednak znów wraca temat reorganizacji całego turnieju. Takie informacje podaje brytyjski „The Sun”, a już wcześniej inne media nieśmiało przemycały wiadomości o rozmowach nad takim rozwiązaniem. Co ostatecznie zdecyduje UEFA?
UEFA może wrócić do korzeni
Turniej miał być wielkim świętem futbolu pokazanym ze sporym rozmachem. Zaplanowany z okazji 60-lecia Mistrzostw Europy projekt zakładał grę w 12 miastach, w 12 krajach. Od Bilbao po Baku, od Londynu po Rzym. Narzekania było sporo – bo raz, że logistycznie mocno komplikuje to życie drużynom i kibicom, a dwa nieco zabija wyjątkową atmosferę turnieju, który zawsze w jednym miejscu gromadził fanów wielu reprezentacji.
Wielbiciele tradycyjnego formatu mogą jednak ostatecznie triumfować. UEFA znów debatuje nad tym jak przeprowadzić przyszłoroczne zmagania. Wizja gry w 12 miastach zdaje się być coraz mniej popularna, i przede wszystkim coraz trudniejsza do realizacji. Nie jest wykluczone, że miast-gospodarzy po prostu będzie mniej, ale prawdopodobny jest też turniej rozgrywany w jednym bądź dwóch krajach.
Póki co pod znakiem zapytania stoi rywalizacja w Baku, Sankt Petersburgu czy Bilbao. W tym ostatnim mieście grupowe mecze miała grać m.in. Reprezentacja Polski.
Pandemia pokrzyżowała plany
Powodem takich spekulacji jest oczywiście pandemia. To ona ma wpływ na problem z przemieszczaniem się po całym kontynencie czy wpuszczaniem kibiców na stadiony. UEFA zdaje sobie sprawę, że Mistrzostwa Europy przy pustych trybunach będą wizerunkową i finansową klapą. Federacja pieniądze liczyć umie – a więc z pewnością raz jeszcze przekalkuluje wszystkie opcje.
Nie tylko Euro straciło z powodu koronawirusa. Przełożone zostały Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio, co chwile odwoływane są kolejne imprezy sportowe – jak choćby jedynie przekładane wcześniej GP Wietnamu w Formule 1. Rządy poszczególnych państw wracają również do wprowadzania poważniejszych restrykcji, które dotykają także sport. Polska jako jedna z pierwszych otworzyła częściowo stadiony dla kibiców, teraz z pomysłu znów się wycofuje. Anglicy konsekwentnie grają przy pustych trybunach a gdyby nie ogromne pieniądze krążące w brytyjskim futbolu – możliwe, że nie graliby wcale.
UEFA także nie będzie chciała sobie pozwolić na odwołanie Euro, ale sytuacja na ten moment jest bardzo skomplikowana.
Co dalej z Euro?
Co ciekawe, dużo na reorganizacji imprezy mogliby zyskać wymienieni wyżej Anglicy. Mają nowoczesne, duże obiekty i UEFA chętnie spogląda w kierunku brytyjskim jako potencjalnego organizatora turnieju ale… bez specjalnej wzajemności. Oliver Dowden, minister kultury, mediów i sportu stwierdził niedawno, że „nie może dać pewności”, że mecze rozgrywane na Wembley w ramach Euro będą w pełni bezpieczne. Takie słowa jasno pokazują stanowisko władz. Jeśli problemem może być rozegranie w Anglii kilku spotkań – to tym bardziej organizacja całego turnieju na Wyspach nie wchodzi w grę.
Priorytetem dla federacji ma być obecność kibiców na stadionach i być może trwają poszukiwania państwa, które zezwoli na uczestnictwo w meczach przynajmniej części publiczności. Z tym, że to nadal wróżenie z fusów bo nikt nie wie co wydarzy się w czerwcu 2021 roku. UEFA decyzje musi podejmować dość szybko – piłkarski kalendarz jest bowiem bardzo napięty i kolejny roszady są praktycznie niemożliwe.